FANDOM


Logo Scoia'Tael

Znak Scoia'tael - wiewiórczy ogon przyczepiony do czapki

Scoia'tael (j. wspólny: Wiewiórki) – nieludzcy buntownicy, toczący wojnę podjazdową przeciwko ludziom w Północnych Królestwach. Powodem ich walk jest niezadowolenie z rasizmu i dyskryminacji nieludzi, jak i rasizm, nienawiść i poczucie wyższości. Trzon Wiewiórek tworzą elfy, choć w szeregach formacji można spotkać także przedstawicieli innych starszych ras, takich jak niziołki czy krasnoludy.

Scoia'tael podzielone są na komanda, które składają się z kilku, bądź kilkunastu bojowników. Komanda większe niż kilkunastoosobowe są niezwykle rzadko spotykane. Powstawały raczej sporadycznie na czas bitwy, bądź do jakiegoś zadania specjalnego (jak podczas przewrotu na Thanedd) z połączenia dwóch-trzech mniejszych komand. Później, w czasie II Wojny z Nilfgardem tworzyły większe oddziały współpracujące z Nilfgardzką armią, aż do walczących w jej składzie brygad w drugiej połowie wojny.

Znakiem rozpoznawczym Wiewiórek, a zarazem uzasadnieniem ich przydomka, jest wiewiórczy ogon przypinany do czapki, bądź innej części ubioru. Słynnym zawołaniem Scoia'tael było: Ludzie do morza!. Najbardziej znaną formacją była brygada Vrihedd, pieczętująca się srebrnymi błyskawicami, na czele której stał sam Isengrim Faoiltiarna.

Pierwsze komanda powstały w Kaedwen w czasie I Wojny z Nilfgardem. Korzystając z zaangażowania armii w działania wojenne na południu rozpoczęły wojnę podjazdową, mordując ludzi na traktach i w lasach, napadając na karawany i mniejsze wsie. Po wojnie obszar ich działalności powoli się rozszerzał, obejmując Redanię, Aedirn, Temerię oraz mniejsze ksiestwa nad Jarugą. Nawiązały współpracę z Wolnymi Elfami z Gór Sinych oraz Driadami z Brokilonu. Jednocześnie zaczął się z nimi kontaktować Nilfgardzki wywiad, podsycając ich działania, wspierając informacją i kanałami komunikacyjnymi. Obiecując zniszczenie Królestw Półnoocy i utworzenie na ich gruzach Państwa Wolnych Elfów, używał Scoia'tael do osłabienia północy przed kolejną inwazją i jako wsparcie dla działań wywiadowczych. Gdy rozpoczęła się II Wojna z Nilfgardem komanda działające na obszarach przefrontowych aktywnie współpracowały z Nilfgardzką armią, prowadząc dalekie rozpoznanie, dywersje i wspierając rajdy Nilfgardziej jazdy, część z nich przekraczała linię frontu i otwarcie dołączała do wojsk Emhyra. Walczyły głównie jako lekka jazda, posyłani na najgroźniejsze odcinki frontu, prowadząc rozpoznanie i osłaniając kolumny Nilfgardziej piechoty. W drugiej fazie wojny, w czasie inwazji na Brugge, duża ilość komand wyszła z lasów na zapleczu frontu, siejąc panikę i zamęt w armiach północy, co doprowadziło do szybkiego opanowaniu Brugge i początkowych sukcesów najazdu na Temerię. W czasie zimowej przerwy w działaniach wojennych oddziały Scoia'tael walczące u boku Nilfgardy zostały przeorganizowane, zostały utworzone pełne brygady składające się tylko z elfów. W takiej formie walczyły u boku Nilfgardu do końca wojny, biorąc udział między innymi w Bitwie pod Brenną.

Po wojnie, w wyniku Pokoju Cintryjskiego zostaje utworzone państwo wolnych elfów Dol Blathanna, jednakże Scoia'tael nie mają tam wstępu. Dowódcy komand i oficerowie elfickich brygad zostali wydani służbom Północnych Królestw jako zbrodniarze wojenni, z obietnicą sprawiedliwych procesów i łagodnych wyroków. Część z nich została zamordowana (prawdopodobnie przez służby wywiadowcze) przed procesami, aby uniknąć zwolnienia bądź bardzo łagodnych wyroków z powodu braku dowodów. Wszystko to razem spowodowało, że komanda ponownie ukryły się w lasach, kontynuując walkę podobnie jak przed wojną. Uznawszy się za zdradzone, zerwały wszelkie powiązania z Nilfgardem oraz zależnym od niego państwem w Dolinie Kwiatów. Kilka lat później duże oddziały Scoia'tael doprowadziły do krwawych walk w Wyzimie, w które włączył się Geralt z Rivii. W zależności od decyzji gracza Wiewiórki mogą zostać ułaskawione przez Króla Foltesta, co, przynajmniej na kilka miesięcy, ograniczy prześladowania nieludzi i aktywność komand, bądź uznani za głównych winnych, co przyniesie odwrotny skutek. Wkrótce potem komanda nawiązują współpracę z Królobójcami, nie wiedząc że ci pracują dla Nilfgardu. Pomagają przy zabójstwie Króla Foltesta. Zaraz po tym kolejne duże zgromadzenie Scoia'tael staje u boku Saski Smokobójczyni walcząc za wolność Doliny Pontaru. Ponownie w sprawę miesza się Geralt z Rivii i zależnie od decyzji gracza państwo może powstać, gwarantując byt i wolność elfom chcącym osiąść i żyć w harmonii z ludźmi bądź upaść, co ciągnie za sobą śmierć wielu Scioa'tael i konieczność kontynuowania walk.

W czasie III Wojny z Nilfgardem prawdopodobnie nieliczne z nich ponownie stają u boku Nilfgardu, większość jednak prawdopodobnie walczy przeciwko najeźdźcom bądź ucieka. Odrywają marginalną rolę w konflikcie.

Znani Scoia'tael: Edytuj

Dane z książek Sapkowskiego Edytuj

[...] — Nie trafiliście w dobrą porę. Ani okolicę. Mamy tu wojnę, panie wiedźminie. Po lasach kluczy banda Scoia'tael, nie dalej jak wczoraj ścięliśmy się z nimi. Czekam tu na posiłki i zaczynamy obławę.

— Wojujecie z elfami?

— Nie tylko z elfami. Cóż to, wy, wiedźmin, nie słyszeliście o Wiewiórkach?

— Nie. Nie słyszałem.

— Gdzie tedy bytowaliście ostatnie dwa lata? Za morzami? Bo tu u nas, w Kaedwen, Scoia'tael zadbali o to, by było o nich głośno, tak, postarali się o to nieźle. Pierwsze bandy pojawiły się, ledwo wybuchła wojna z Nilfgaardem. Skorzystały, przeklęte nieludy, z naszych trudności. Myśmy się bili na południu, a oni na tyłach zaczęli wojnę podjazdową. Liczyli na to, że Nilfgaard nas zmiażdży, zaczęli krzyczeć o końcu ludzkiego panowania, o powrocie dawnych porządków. Ludzi do morza! Takie ich hasło, pod takim mordują, palą i grabią!

— To wasza wina i waszy nynie zmartwienie – odezwał się ponuro włodarz, uderzając po udzie zaciętym kijem, oznaką swej funkcji. – Wasze, wielmożów i pasowanych. Wyście to nieludzi gnębili, żyć im nie dawali, to i macie teraz. A my tędy zawsze powody wodziliśmy i nikt nam nie zawadzał. Wojsko nam potrzebne nie było.

— Co prawda to prawda – powiedział jeden z milczących do tej pory, siedzących na ławie kupców. – Nie groźniejsze są Wiewiórki od zbójców, którzy grasowali tu po drogach. A za kogo się elfy wzięły najpierw? Właśnie za zbójców.

— A co mi za różnica, kto mnie strzałą zza krzaka przeszyje, zbój czy elf? – rzekł nagle mytnik z zabandażowaną głową. – Strzecha, gdy mi ją wśród nocy nad głową zapalą, jednako gorzeje, co jej za różnica, czyja ręka trzymała żagiew. Powiadacie, panie kupiec, że nie gorsi Scoia'tael od zbójców? Łeż powiadacie. Zbójcom szło o łup, elfom o ludzką krew. Dukaty nie każdy ma, a krew w żyłach każdy. Powiadacie, że to wielmożnych zmartwienie, panie włodarz? Jeszcze większa to łeż. A drwale, wystrzelani na wyrębie, smolarze, posieczeni na Bukach, chłopi z podpalonych siół, czym oni zawinili nieludziom? Żyli, pracowali razem, po sąsiedzku, a naraz strzała w plecy... A ja? W życiu żadnego nieluda nie ukrzywdziłem, a spójrzcie, łeb wyszczerbiony krasnoludzkim kordem. A gdyby nie wojacy, na których szczekacie, leżałbym już pod łokciem darni...

— Właśnie! – rycerz w żółtej tunice ponownie gruchnął pięścią w stół. – Chronimy waszą parszywą skórę, mości włodarzu, przed tymi, jak chcieliście, zgnębionymi elfam, którym, jak twierdzicie, nie dawaliśmy żyć. A ja wam co innego powiem – za bardzo ich rozzuchwaliliśmy. Tolerowaliśmy ich, traktowaliśmy jak ludzi, jak równych, a oni teraz zadają nam cios w plecy. Nilfgaard im płaci za to, głowę dam, a dzikie elfy z gór zaopatrują w broń. Ale prawdziwe oparcie mają w tych, co ciągle żyją pośród nas – w elfach, półelfach, krasnoludach, gnomach i niziołkach. To ci ich kryją, karmią, dostarczają ochotników...

— Nie wszyscy – odezwał się drugi z kupców, szczupły, z delikatną twarzą o szlachetnych, iście niekupieckich rysach. – Większość nieludzi potępia Wiewiórki, panie rycerzu, i nie chce mieć z nimi niczego wspólnego. Większość jest lojalna, a płaci niekiedy za tę lojalność wysoką cenę. Przypomnijcie sobie burgrabię z Ban Ard. Był półelfem, a nawoływał do pokoju i współpracy. Zginął od skrytobójczej strzały.

— Wystrzelonej zapewne przez sąsiada, niziołka lub krasnoluda, który też udawał lojalnego – zakpił rycerz. – Według mnie żaden z nich nie jest lojalny! Każdy z nich... Ejże! A tyś kto?

Geralt obejrzał się. Tuż za jego plecami stała Ciri, darząc wszystkich szmaragdowym spojrzeniem swoich ogromnych oczu. Jeżeli szło o umiejętność bezszelestnego poruszania się, rzeczywiście zrobiła znaczne postępy.

— Ona jest ze mną – wyjaśnił.

— Hmmm... – rycerz zmierzył Ciri wzrokiem, po czym odwrócił się znowu w stronę kupca o szlachetnej twarzy, ewidentnie widząc w nim najpoważniejszego partnera do dyskusji. – Tak, panie, nie mówcie mi o lojalnych nieludziach. Wszyscy oni są naszymi wrogami, przy czym jedni lepiej, a drudzy gorzej udają, że nie są. Niziołki, krasnoludy i gnomy żyły wśród nas od stuleci, wydawałoby się w jakiej takiej zgodzie. A wystarczyło, by elfy podniosły głowy, a ci inni też złapali za broń i poszli w lasy. Powiadam wam, błędem było tolerowanie wolnych elfów i driad, ich puszcz i górskich enklaw. Mało im tego było, teraz wrzeszczą: „To nasz świat, precz stąd, przybłędy”. Na bogów, pokażemy im, kto pójdzie precz, po kim tu ni słychu, ni duchc nie zostanie. Przetrzepaliśmy skórę Nilfgaardczykom, a teraz weźmiemy się za bandy.

— Niełatwo dopaść elfa w lesie – odezwał się wiedźmin. – Nie szedłbym też za gnomem czy krasnoludem w góry. Jak liczne są te oddziały?

— Bandy – poprawił rycerz. – Bandy, panie wiedźminie. Liczą do dwudziestu głów, niekiedy więcej. Oni taką zgraję nazywają „komando”. To słowo z języka gnomów. A w tym, że dopaść ich niełatwo, prawiście, widać, żeście fachowiec. Uganianie się za nimi po lasach i komyszach nie ma sensu. Jedyny sposób to odciąć ich od zaplecza, odizolować, zagłodzić. Wziąć mocno za kark tych nieludzi, którzy im pomagają. Tych z miast i osiedli, z wiosek, z farm...

— Problem w tym – rzekł kupiec o szlachetnych rysach – że wciąż nie wiadomo, kto z nieludzi im pomaga, a kto nie.

— Trzeba więc wziąć za kark wszystkich!

— Aha – kupiec uśmiechnął się. – Rozumiem. Już to gdzieś słyszałem. Za kark wszystkich i do kopalni, do ogrodzonych obozów, do kamieniołomów. Wszystkich. Niewinnych też. Kobiety, dzieci. Czy tak?

Rycerz poderwał głowę, trzasnął dłonią o rękojeść miecza.

— Właśnie tak, nie inaczej! – powiedział ostro. – Dzieci wam żal, a samiście jak dziecko na tym świecie, mój panie. Zawieszenie broni z Nilfgaardem to rzecz krucha niby skorupka jajka, nie dziś, to jutro może wojna zacząć się na nowo, a na wojnie różnie bywa. Gdyby nas pobili, to jak myślicie, co się stanie? Powiem wam – wyjdą wtedy elfie komanda z lasów, wyjdą w sile i liczbie, a ci lojalni natychmiast do nich dołączą. Te wasze lojalne krasnoludy, wasze przyjazne niziołki, będą, myślicie, o pokoju wówczas mówić, o pojednaniu? Nie, panie. One flaki z nas będą wypruwać, ich to rękoma Nilfgaard rozprawi się z nami. I potopią nas w morzu, tak jak obiecują. Nie, panie, nie wolno się z nimi cackać. Albo oni, albo my. Trzeciej drogi nie ma!

[...]
Krew elfów


[...] Tak, panie. Właśnie Wiewiórki. Tak się sami zowią w elfim języku. Jedni mówią, że dlatego, że czasem ogony wiewiórcze noszą u kołpaków i czapek. Inni zaś, że to przez to, że w boru mieszkają, orzeszkami się karmią. Utrapienie z nimi coraz większe, powiadam wam. [...]
Krew elfów


- (…) Bo Scoia’tael to też jest smarkateria. To gówniarze, którzy nie rozumieją, że ich podpuszczono, że ktoś wykorzystuje ich szczeniacką głupotę, karmiąc sloganami o wolności.
Krew elfów


[...] W komandach Scoia'tael biją się elfy trzydziesto-, czterdziestoletnie. [...]
Krew elfów


[...] - Co z innymi, Blaise?- Wyrżnęli ich - stęknął najemnik. - Wszystkich. Cały oddział... Rayla, to nie Nilfgaard... To Wiewiórki... To elfy nas dognały. Scoia'tael idą przodem, przed Nilfgaardczykami. [...]
Krew elfów


– Wycofajmy komanda z Temerii, Redanii, Kaedwen (...). Jesteś teraz królową, Enid, oni posłuchają twego rozkazu. (...) Ich obowiązkiem jest teraz wrócić tu i bronić Doliny Kwiatów. Niech walczą jako wolny lud w obronie własnych granic. A teraz giną jak rozbójnicy po lasach! (...)
– Emhyr nie wyraża na to zgody – szepnęła. – Komanda mają walczyć nadal. (...) Nie wolno nam ich wspierać i pomagać im. To był warunek Foltesta i Henselta. Temeria i Kaedwen będą respektować naszą władzę nad Dol Blathanna, ale tylko wówczas, gdy oficjalnie potępimy walkę Wiewiórek i odetniemy się od nich. (...) Komanda (...) muszą nadal prowadzić walkę. Muszą dezorganizować ludzkie królestwa, utrudniać przygotwania wojenne. Taki był rozkaz Emhyra, a ja nie mogę przeciwstawiać się Emhyrowi. Wybacz mi, Filavandrel.

Czas pogardy


A w Temerii, Redanii i Kaedwen skrupiło się wszystko na Wiewiórkach. Raz, bo podobno zbuntowanym czarodziejom na Thanedd przyszło w sukurs komando Scoia'tael. Dwa, bo to podobno jakiś elf czy też pólelf żgnał sztyletem i zabił Vizimira, redańskiego króla. Rozwścieczeni ludzie wzięli się więc ostro za Wiewiórki. Wrzało wszędzie niby w kotle, elfia krew płynęła rzeką...
Chrzest ognia


– Trudno jednak twierdzić, by polityka starosty Hooga była zła (...). To dzięki jego zdecydowanym akcjom krasnoludy odłączyły się od elfów i nie walczą już wspólnie ze Scoia'tael. A dzięki temu ustały pogromy (...).
Chrzest ognia


– (...) Hufom cesarskim flankują boki Wiewiórki, verdeńscy wolentarze, i różne luźne kupy, a ci są jeszcze gorsi od Nilfgaardzczyków. Tacy to Kernow spalili (...).
Chrzest ognia


Nic nie zostało z ich dumy, z ich wypracowanej, wyniosłej, charyzmatycznej inności. Odzienie, zazwyczaj nawet u gerylasów z komand eleganckie i piękne, było trudne, podarte, pokryte plamami. Włosy, ich duma i chluba, były zmierzwione, sfilcowane lepkim brudem i zakrzepłą krwią. Ich wielkie oczy, zwykle pyszne pozbawione jakiegokolwiek wyrazu, były teraz otchłaniami paniki i rozpaczy.
Nic nie zostało z ich inności. Śmierć, przerażenie, głód i poniewierka sprawiły, że stali się zwykli. Bardzo zwykli.
Przestali nawet budzić strach

Pani Jeziora

Dane z glosariusza w grze komputerowej "Wiedźmin" Edytuj

Scoia’tael to podzielona na komanda, czyli samodzielne oddziały, grupa elfich i krasnoludzkich buntowników walczących z dyskryminacją nieludzi. Ich sprzeciw wobec rasizmu bardzo szybko przyjął drastyczne formy - Scoia’tael napadają na karawany, grabią, mordują i palą wsie. Ludzie wysyłają do walki z nimi wojsko, nie próbując nawet w pokojowy sposób rozwiązać konfliktu. Nazwa Scoia’tael w elfim języku oznacza „wiewiórka” i wzięła się prawdopodobnie od zwyczaju przypinania przez buntowników do ubrań wiewiórczych ogonów.

Według autora książki „Pokłosie wojny” Scoia’tael są podżegani do walki przez Nilfgaard oraz inne siły. Przywódcy powstań nieludzi posyłają swoich podwładnych na śmierć, ponieważ są zaślepieni lub pozostają pod obcym wpływem. Autor twierdzi ponadto, że wojny ludzi z nieludźmi nigdy się nie skończą, ponieważ między rasami istnieje zbyt dużo wrogości. Elfy są skazane na wyginięcie.

CiekawostkiEdytuj

  • Ze względu na trudności materialne i wykluczenie ze społeczeństwa, na większość ubioru Scoia'tael składała się mieszanka ubiorów nieludzi oraz ludzkich ubrań, które w większej mierze są ściągane z trupów. Elementy zdarte z umundurowań są głównie traktowane jako trofea;
  • W grze "Wiedźmin" Istnieją tylko 2 tekstury Scoia'tel nie licząc postaci dających zadania i utrzymujące kontakt z główną fabułą.
  • Również w grze "Wiedźmin" można zaobserwować u elfów z komand, że są uzbrojeni w gwalichiry. Wojownicy elfów są również o wiele zręczniejsi od ludzi, co można zaobserwować po szybkości zadawania przez nich ciosów.

GaleriaEdytuj

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki