Yennefer z Vengerbergu [czyt. Jenefer z Wengerbergu] (urodzona w Belleteyn 1173 roku - święto majowe) -
była czarodziejką mieszkającą w stolicy Aedirn - Vengerbergu. Najmłodsza członkini Rady Czarodziejów. Po upadku Rady, członkini Loży. Ukochana wiedźmina Geralta i "przyszywana" matka Ciri. Pani z Vengerbergu słynęła ze swojej urody , była niezwykle piękna. Miała gęste , długie , czarne loki , przenikliwe , fiołkowe oczy i bladą cerę. Chociaż miała 94 lata w czasie rozgrywania się wydarzeń opisanych w Wieży Jaskółki, utrzymywała młody wygląd i urodę przy pomocy magii. Zawsze ubierała się w kombinację czerni i bieli. Używała perfum o zapachu bzu i agrestu. Na szyi nosiła obsydianową gwiazdę (jej osobisty amulet).
W bitwie na Wzgórzu Sodden, została oślepiona przez Fringillę Vigo. Wzrok został jej magicznie przywrócony. Po bitwie została najmłodszą członkinią Rady Czarodziejów. W Czasie pogardy podczas zjazdu na Thanned została niesłusznie oskarżona o zdradę stanu. Od uwięzienia uwolniła ją Francesca Findabair , która planowała umieścić ją w tajnej Loży.
Jak większość czarodziejek, była bezpłodna, bardzo nad tym ubolewała (potajemnie i bezskutecznie poszukiwała sposobu, by przywrócić płodność). Swoją matczyną miłość przelała na Ciri - dziecko przeznaczone Geraltowi przez prawo niespodzianki.
Zdarzało jej się doradzać królowi Demawendowi z Aedirn.
Imię Yennefer nie pada w całej grze. Na początku trzeciego aktu Triss mówi Geraltowi na temat "pewnej czarodziejki", z którą chcieli ujarzmić dżina. W akcie czwartym karczmarz mówi Geraltowi na temat śmierci wiedźmina i jego ukochanej, która zmarła z wyczerpania chcąc go uleczyć. Zostaje jeszcze wspomniana w dodatkowej przygodzie "Efekt uboczny". Mówi o niej Jaskier na samym początku.
Czarodziejka pojawia się wielokrotnie w rozmowach bohaterów, a także w retrospekcjach Geralta. Nie spotykamy się z nią jednak osobiście.
Ciri przeniosła Geralta i Yennefer na Wyspę Jabłoni. Szczęście nie trwało długo, ponieważ podążający w ślad za Ciri Dziki Gon porwał Yennefer. Wiedźmin wrócił na szlak. Ruszając za Gonem podążał na Południe. Po drodze spotyka Letho i ratuje mu życie, ten z wdzięczności pomaga mu odnaleśc Gon. Geralt podjął wraz z innymi wiedźminami (Letho, Eganem, itd.) walkę z Dzikim Gonem. Geralt w zamian za wolność Yennefer oddał duszę Królowi Dzikiego Gonu. Yennefer podobnie jak Geralt ma amnezję. Przez pewien czas podróżowała z Letho i jego towarzyszami po prowincjach Nilfgaardu. Została pojmana wraz z wiedźminami przez Nilfgaardzkie tajne służby. Najpewniej pod wpływem uroku wydała plany Loży oraz jej członkinie Emhyrowi. W grze Wiedźmin 2 dowiadujemy się (od Sheali de Tancarville, jeśli ją uratujemy lub więcej od Letho) że Yennefer jest w stolicy Nilfgaardu.
Mnóstwo czarnych loków, blada trójkątna twarz, fiołkowe oczy, lekko skrzywione wargi, ładne ramiona, - zgrabna szyja, na szyi czarna aksamitka z gwiaździstym, skrzącym się od brylantów klejnotem. —
Ostatnie życzenie, str. 232
Wiedźmin podszedł, przyglądając się w milczeniu. Widział jej lewe ramię, odrobinę wyższe od prawego. Nos, odrobinę za długi. Usta, nieco zbyt wąskie. Podbródek, troszkę zbyt cofnięty. Brwi, za mało regularne. Oczy... Widział zbyt wiele szczegółów. Zupełnie niepotrzebnie. (...) Nadal patrzył. Miała figurę dwudziestolatki, choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Poruszała się z naturalną, niewymuszoną gracją. Nie, nie sposób było zgadnąć, jaka była dawniej, co w niej poprawiono. —
Ostatnie życzenie, str. 242
Na Geralcie kolekcja ta nie zrobiła wrażenia - mieszkał przez pół roku u Yennefer w Vengerbergu, a Yennefer miała jeszcze ciekawszy zbiór, zawierający nawet niesłychanych rozmiarów fallus, podobno górskiego trolla. Posiadała tez wielce udatnie wypchanego jednorożca, na którego grzbiecie lubiła się kochać. Geralt był zdania, ze, jeżeli istniało miejsce gorzej nadające się do uprawiania miłości, to był nim chyba tylko grzbiet żywego jednorożca. W przeciwieństwie do niego, który łózko uważał za luksus i cenił sobie wszystkie możliwe zastosowania tego wspaniałego mebla, Yennefer potrafiła być szalenie ekstrawagancka. Geralt przypomniał sobie mile momenty spędzone z czarodziejka na pochyłym dachu, w pełnej próchna dziupli, na balkonie, i to cudzym, na balustradzie mostu, na chybotliwym czółnie na rwącej rzece i w czasie lewitacji trzydzieści sążni nad ziemią. Ale jednorożec był najgorszy. Któregoś szczęśliwego dnia kukła załamała się jednak pod nim, rozpruła i rozleciała, dostarczając licznych powodów do śmiechu.
—
Miecz przeznaczenia, str. 95
A on nagle znał prawdę. Wiedział. Wiedział, kim była niegdyś. O czym pamiętała, o czym nie mogła zapomnieć, z czym żyła. Kim była naprawdę, zanim stała się czarodziejką. Bo patrzyły na niego zimnie, przenikliwe, złe i mądre oczy garbuski.
—
Ostatnie życzenie, str.
Spojrzała mu w oczy, lekko kiwnęła głową, jej czarne lśniące loki zafalowały, kaskadą spłynęły z ramienia. Zsunęła pieczonego kurczaka na drewniany talerz i zaczęła go zręcznie rozdzielać. Posługiwała się nożem i widelcem. Jaskier znał do tej pory tylko jedną osobę potrafiącą równie zręcznie jeść kurczaka nożem i widelcem. Teraz wiedział już, gdzie i od kogo Geralt się tego nauczył. Ha, pomyślał, nie dziwota, mieszkał z nią rok w jej domu w Vengerbergu, zanim od niej zwiał, wpoiła mu niejedno dziwactwo.
—
Krew elfów, str. 33
- Artaud przesadził - powiedziała spokojnie Tissaia. - Yennefer mieszka w Vengerbergu, więc Demawend niekiedy zwraca się do niej o pomoc, ale nie współpracują stale. Z pewnością nie można twierdzić, że ona wysługuje się Demawendowi. (...) Kamień, metal, kryształ, pomyślała Tissaia de Vries. Wszystko, co nosi Yennefer, jest aktywne, niewykrywalne psychowizją. Tą metodą jej nie odnajdziesz, mój drogi. Jeśli Yennefer nie życzy sobie, by wiedziano, gdzie jest, nikt się tego nie dowie.
—
Krew elfów, str. 233
Yennefer była bardzo piękna. W porównaniu z delikatną, bladą i raczej pospolitą urodą kapłanek i adeptek, które Ciri oglądała co dnia, czarodziejka jaśniała urodą świadomą, wręcz demonstracyjną, zaakcentowaną, podkreśloną w każdym szczególe. Jej kruczoczarne loki, kaskadą opadające na ramiona, lśniły, odbijały światło jak pawie pióra, wijąc się i falując przy każdym poruszeniu.(...)Nagle przemożnie zapragnęła mieć to, co miała Yennefer - piękną, odsłoniętą głęboko szyję, a na niej śliczną czarną aksamitkę i śliczną skrzącą się gwiazdę. Wyrównane, podkreślone węgielkiem brwi i długie rzęsy. Dumne usta. I te dwie okrągłości, unoszące się przy każdym oddechu, opięte czarną tkaniną i białą koronką...
—
Krew elfów, str. 259
- Yennefer dostrzegła górującą nad innymi głowami rudą czuprynę Cracha an Craite, jarla Skellige, jako jeden z ostatnich schodzącego z pokładu "Ringhoma". Jarl wykrzykiwał rozkazy, wydawał polecenia, sprawdzał, troszczył się. Dwie wpatrzone w niego kobiety, jedna jasnowłosa, druga ciemna, płakały. Ze szczęścia. Jarl, pewny wreszcie, że wszystkiego dopilnował i o wszystko zadbał, podszedł do niewiast, zgarnął obie niedźwiedzim uściskiem, obie ucałował. A potem podniósł głowę i zobaczył Yennefer. Jego oczy zapłonęły, ogorzała twarz stwardniała jak kamień rafy, jak mosiężny umb tarczy.
—
Wieża Jaskółki, str.