FANDOM


Opisy z książek i gier


Dane z książek Sapkowskiego

Mnóstwo czarnych loków, blada trójkątna twarz, fiołkowe oczy, lekko skrzywione wargi, ładne ramiona, zgrabna szyja, na szyi czarna aksamitka z gwiaździstym, skrzącym się od brylantów klejnotem.
Ostatnie życzenie

(...) czarodziejka dopięła rzemyki trzewiczków, wstała. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka. Potrząsnęła włosami, które, jak stwierdził, zachowały malowniczy, rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania.
Ostatnie życzenie

– Jeśli mam być szczery – podjął Chireadan – nie spodziewałem się, że tak łatwo ci pójdzie. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych, jeśli chodzi o niesienie pomocy. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. Krótko mówiąc, nie słyszałem, by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie.
Ostatnie życzenie

– Nie przesadzasz? – uśmiechnął się wiedźmin. – Nie zrobiła na mnie aż tak złego wrażenia. Wyższość, owszem, lubi demonstrować, ale w porównaniu z innymi czarodziejami, z całą tą arogancką bandą, jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością.
Chireadan również się uśmiechnął.
– To trochę tak – powiedział – jakbyś uważał, że skorpion jest ładniejszy niż pająk, bo ma taki śliczny ogonek. Uważaj, Geralt. Nie jesteś pierwszym, który tak ją ocenia, nie wiedząc, że z wdzięku i urody uczyniła broń. Oręż, którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. Co oczywiście nie umniejsza faktu, że jest fascynująco urodziwą kobietą. Nie zaprzeczysz, prawda?

Ostatnie życzenie

Yennefer zaś, choć na swój sposób atrakcyjna, za piękność uchodzić nie mogła.
Ostatnie życzenie

Wiedźmin podszedł, przyglądając się w milczeniu. Widział jej lewe ramię, odrobinę wyższe od prawego. Nos, odrobinę za długi. Usta, nieco zbyt wąskie. Podbródek, troszkę zbyt cofnięty. Brwi, za mało regularne. Oczy...
Widział zbyt wiele szczegółów. Zupełnie niepotrzebnie.
(...)
Nadal patrzył. Miała figurę dwudziestolatki, choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Poruszała się z naturalną, niewymuszoną gracją. Nie, nie sposób było zgadnąć, jaka była dawniej, co w niej poprawiono.

Ostatnie życzenie

A on nagle znał prawdę. Wiedział. Wiedział, kim była niegdyś. O czym pamiętała, o czym nie mogła zapomnieć, z czym żyła. Kim była naprawdę, zanim stała się czarodziejką.
Bo patrzyły na niego zimne, przenikliwe, złe i mądre oczy garbuski.

Ostatnie życzenie

– Yennefer – ciągnął Boholt – jest paskudną, złośliwą i pyskatą babą. Nie to, co twoje dziewuszki, panie Borch. Te ciche są i miłe, o, popatrzcie, siadły koło koni, szable ostrzą, a przechodziłem obok, zagadnąłem dowcipnie, uśmiechnęły się, wyszczerzyły ząbki. Tak, im rad jestem, nie to, co Yennefer, ta knuje a knuje.
Miecz przeznaczenia

Jak zwykle, nosiła tylko dwa kolory. Swoje kolory – czerń i biel. Czarne włosy, czarne długie rzęsy każące zgadywać skryty pod nimi kolor oczu. Czarna spódnica, czarny krótki kaftanik z białym futrzanym kołnierzem. Biała koszula z najcieńszego lnu. Na szyi czarna aksamitka ozdobiona usianą diamencikami gwiazdą z obsydianu.
Miecz przeznaczenia

Usiadła znowu przed zwierciadłem, powoli rozczesała czarne, kręte, połyskliwe loki. Zawsze czesała włosy przed pójściem do łóżka. (...) Nigdy nie gasiła światła, nie znosiła zasypiać w ciemności. Czy to kaganek, czy latarnia, czy świeca, musiały dopalić się do końca. Zawsze. Jeszcze jedno dziwactwo.
Miecz przeznaczenia

Na Geralcie kolekcja ta nie zrobiła wrażenia – mieszkał przez pół roku u Yennefer w Vengerbergu, a Yennefer miała jeszcze ciekawszy zbiór, zawierający nawet niesłychanych rozmiarów fallus, podobno górskiego trolla. Posiadała też wielce udatnie wypchanego jednorożca, na którego grzbiecie lubiła się kochać. Geralt był zdania, że jeżeli istniało miejsce gorzej nadające się do uprawiania miłości, to był nim chyba tylko grzbiet żywego jednorożca. W przeciwieństwie do niego, który łóżko uważał za luksus i cenił sobie wszystkie możliwe zastosowania tego wspaniałego mebla, Yennefer potrafiła być szalenie ekstrawagancka. Geralt przypomniał sobie miłe momenty spędzone z czarodziejką na pochyłym dachu, w pełnej próchna dziupli, na balkonie, i to cudzym, na balustradzie mostu, na chybotliwym czółnie na rwącej rzece i w czasie lewitacji trzydzieści sążni nad ziemią. Ale jednorożec był najgorszy. Któregoś szczęśliwego dnia kukła załamała się jednak pod nim, rozpruła i rozleciała, dostarczając licznych powodów do śmiechu.
Miecz przeznaczenia

Spojrzała mu w oczy, lekko kiwnęła głową, jej czarne lśniące loki zafalowały, kaskadą spłynęły z ramienia. Zsunęła pieczonego kurczaka na drewniany talerz i zaczęła go zręcznie rozdzielać. Posługiwała się nożem i widelcem.
Jaskier znał do tej pory tylko jedną osobę potrafiącą równie zręcznie jeść kurczaka nożem i widelcem. Teraz wiedział już, gdzie i od kogo Geralt się tego nauczył. Ha, pomyślał, nie dziwota, mieszkał z nią przez rok w jej domu w Vengerbergu, zanim od niej zwiał, wpoiła mu niejedno dziwactwo.

Krew elfów

– Artaud przesadził – powiedziała spokojnie Tissaia. – Yennefer mieszka w Vengerbergu, więc Demawend niekiedy zwraca się do niej o pomoc, ale nie współpracują stale. Z pewnością nie można twierdzić, że ona wysługuje się Demawendowi.
(...)
Kamień, metal, kryształ, pomyślała Tissaia de Vries. Wszystko, co nosi Yennefer, jest aktywne, niewykrywalne psychowizją. Tą metodą jej nie odnajdziesz, mój drogi. Jeśli Yennefer nie życzy sobie, by wiedziano, gdzie jest, nikt się tego nie dowie.

Krew elfów

Yennefer była bardzo piękna. W porównaniu z delikatną, bladą i raczej pospolitą urodą kapłanek i adeptek, które Ciri oglądała co dnia, czarodziejka jaśniała urodą świadomą, wręcz demonstracyjną, zaakcentowaną, podkreśloną w każdym szczególe. Jej kruczoczarne loki, kaskadą opadające na ramiona, lśniły, odbijały światło jak pawie pióra, wijąc się i falując przy każdym poruszeniu. (...) Nagle przemożnie zapragnęła mieć to, co miała Yennefer – piękną, odsłoniętą głęboko szyję, a na niej śliczną czarną aksamitkę i śliczną skrzącą się gwiazdę. Wyrównane, podkreślone węgielkiem brwi i długie rzęsy. Dumne usta. I te dwie okrągłości, unoszące się przy każdym oddechu, opięte czarną tkaniną i białą koronką... (...) Nie, tego jednego nie zazdrościła Yennefer (...). Tych oczu, fiołkowych, głębokich jak bezdenne jeziora, dziwacznie błyszczących, beznamiętnych i złych. Strasznych.
Krew elfów

Yennefer dostrzegła górującą nad innymi głowami rudą czuprynę Cracha an Craite, jarla Skellige, jako jeden z ostatnich schodzącego z pokładu „Ringhoma”. Jarl wykrzykiwał rozkazy, wydawał polecenia, sprawdzał, troszczył się. Dwie wpatrzone w niego kobiety, jedna jasnowłosa, druga ciemna, płakały. Ze szczęścia. Jarl, pewny wreszcie, że wszystkiego dopilnował i o wszystko zadbał, podszedł do niewiast, zgarnął obie niedźwiedzim uściskiem, obie ucałował. A potem podniósł głowę i zobaczył Yennefer. Jego oczy zapłonęły, ogorzała twarz stwardniała jak kamień rafy, jak mosiężny umb tarczy.
Wieża Jaskółki

– (...) Nie próbuj ze mną tych natchnionych sztuczek. Ja mam dziewięćdziesiąt cztery lata. Ale potraktuj to, proszę, jako tajemnicę spowiedzi. Zwierzam ci się tylko dlatego, byś zrozumiała, że nie można traktować mnie jak dziecka.
Wieża Jaskółki

– Niektórych (...) Yennefer zwyczajnie szantażowała. Dawała do zrozumienia, że jest w posiadaniu kompromitujących informacji i że wobec odmowy współpracy ujawni je całemu światu... Jarlu... To mądra i w sumie dobra kobieta... Ale skrupułów to ona nie ma żadnych. Jest bezwzględna. I bezlitosna.
Wieża Jaskółki

– Ciągle jestem członkinią tej Loży – powiedziała Yennefer. – Nikt nie pozbawił mnie członkostwa. Nie przyjęto nikogo na moje miejsce. Formalnie mam prawo głosu.
Pani Jeziora

– Nie udało się – powtórzyła Tissaia de Vries. – Ale nie dlatego, że się nie starałaś. Cięłaś dobrze i głęboko. Dlatego jestem tu teraz przy tobie. Gdyby to były tylko jasełki, gdyby to była głupia, niepoważna demonstracja, miałabym dla ciebie wyłącznie pogardę. Ale ty cięłaś głęboko. Poważnie. (...) Zajmę się tobą, dziewczyno. Bo chyba warto. A będzie trzeba nad tobą popracować, oj, trzeba będzie. Będę musiała nie tylko wyprostować ci kręgosłup i łopatkę, ale i wyleczyć ręce. Tnąc żyły, poprzecinałaś sobie ścięgna. A ręce czarodziejki to ważne instrumenty, Yennefer.
Pani Jeziora

Ciemne, fiołkowe oczy, płonące w bladej, trójkątnej twarzy. Kruczoczarne, sfalowane jak burza loki kaskadą opadają na ramiona, lśnią, odbijają światło jak pawie pióra, wijąc się i falując przy każdym poruszeniu. Usta, cudownie wąskie i blade pod pomadką. Na szyi czarna aksamitka, na aksamitce obsydianowa gwiazda, skrząca się i śląca wokół tysięczne refleksy...
Sezon burz

Yennefer z Vengerbergu, czarnowłosa, odziana w kompozycję czerni i bieli, przywodziła na myśl grudniowy poranek.
Sezon burz


Dane z gry Wiedźmin 3: Dziki Gon

Wiedźmin spotkał kruczowłosą czarodziejkę po raz pierwszy dobrych dwadzieścia lat temu. Ich znajomość zapoczątkowała wspólna przygoda z dżinem, a uczucie – wypowiedziane wówczas przez Geralta życzenie, dzięki któremu splotły się ich losy.

Ich związek był jednak burzliwy – obfitował w liczne wzloty, upadki, kryzysy i rozstania. Miłość Geralta i Yennefer była bezsprzecznym potwierdzeniem tezy, że „przeciwieństwa się przyciągają”.

Kilka lat temu, po wielu perypetiach, Geralt z Yennefer zeszli się ze sobą na powrót. Spokój ten zakłócił jednak atak Dzikiego Gonu, a Yennefer została porwana. Wiedźmin bezzwłocznie ruszył jej na ratunek, ale w trakcie poszukiwań stracił pamięć. Kiedy w końcu ją odzyskał, natychmiast na nowo podjął wysiłki, by odnaleźć ukochaną czarodziejkę.

Okoliczności pierwszego spotkania z Yennefer były zdecydowanie zaskakujące. Czarodziejka nie tylko wydawała się być cała i zdrowa, lecz korzystała także z pomocy niecodziennego sojusznika – Cesarstwa Nilfgaardu.

W czasie poszukiwań prowadzonych z Yennefer na Skellige, Geralt stąpał po kruchym lodzie. Czarodziejka niejednokrotnie okazywała mu swe niezadowolenie, nie szczędząc kąśliwych uwag, zupełnie jak za najlepszych lat. W końcu jednak cierpliwość wiedźmina została nagrodzona, a wspólna wyprawa po maskę Uroborosa zbliżyła dawnych kochanków.

Przepaść, jaka powstała w czasie ich rozłąki, wydawała się zmniejszać.

By uzyskać potrzebne informacje, Yennefer nie zawahała się sięgnąć po nekromantyczną magię, niszcząc jednocześnie święty ogród bogini Freyi. Jeśli dumna czarodziejka odczuwała z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia, jak zwykle nie dawała po sobie tego poznać.

Pomysł polowania na kolejnego dżina od początku nie wzbudzał entuzjazmu Geralta, jednak Yennefer miała istotnie ważny powód. Gdyby udało jej się zmusić geniusza do cofnięcia życzenia, które połączyło ją z wiedźminem, wiedziałaby w końcu, czy uczucie, które ich łączy jest naprawdę prawdziwą miłością.

Jeżeli Geralt odrzuci Yennefer
Dżin spełnił jej prośbę i magiczna więź, która łączyła czarodziejkę i wiedźmina zniknęła bezpowrotnie, zostawiając po sobie żal, pustkę i poczucie straty. Niestety, prawdziwe jest przysłowie „uważaj, czego sobie życzysz”.

Choć trudny charakter czarodziejki dawał się w Kaer Morhen wszystkim we znaki, to właśnie dzięki uporowi Yennefer udało się odczarować Umę i zdjąć tym samym klątwę z Avallac'ha.

Yennefer zawsze była zdania, że cel uświęca środki. Kiedy stało się jasne, że do uratowania Ciri potrzebne będzie wsparcie Filippy Eilhart i innych czarodziejek zrzeszonych niegdyś w niesławnej Loży, Yennefer zapomniała o dawnych niesnaskach i nakłoniła Emhyra, by udzielił im amnestii.
Jaskier

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.